Inspiracje w mojej pracy – skąd czerpię pomysły?
Inspiracja to dla mnie nie jakaś ulotna muza w zwiewnej sukni, która siada na ramieniu i szepcze „maluj”. O nie. Inspiracja to błoto na butach po porannym spacerze z psami, to zapach lasu po deszczu, to szalone gonitwy mojej czwórki futrzastych wariatów, którzy potrafią znaleźć przygodę nawet w kałuży.
Codzienność – w niej jest wszystko
Mieszkam na wsi, w domku na skraju lasu. Każdy dzień zaczynam od kawy i spaceru z moją bandą czterech psów – które, jak się domyślasz, mają w sobie więcej energii niż ja po trzech espresso. Biegną przed siebie, tropią niewidzialne (dla mnie) ślady, czasem wracają z wyjątkowo kreatywnymi ozdobami w postaci kleszczy, liści, błota i patyków w futrze. I wiesz co? Często to one podpowiadają mi tematy do obrazów.
Jeden z moich ulubionych obrazów – las w porannej mgle – powstał, gdy pewnego dnia, idąc za moimi psami, zgubiłam się na chwilę między drzewami. Mgła była gęsta, światło rozproszone, a ja pomyślałam: „To jest to. Muszę to namalować.” A potem oczywiście znalazłam drogę do domu, bo jeden z moich psów, Fibuszka, ma lepszą orientację w terenie niż GPS.
Natura – najlepsza galeria świata
Las, łąki, niebo przed burzą, góry – to są rzeczy, których nie da się podrobić. Czasem siadam w moim ogrodzie, pod lipą z kubkiem herbaty i po prostu patrzę, jak świat się zmienia. Chmury malują się same, światło odbija się od liści, a ja wiem, że nawet najlepszy aparat nie uchwyci tego, co teraz widzę. Więc maluję. Dla siebie – żeby zatrzymać ten moment.
Uwielbiam też tekstury – chropowatość kory, gładkość kamieni znalezionych nad jeziorem, sposób, w jaki mech rozrasta się w cieniu drzew. Często te naturalne wzory wplatam w swoje projekty – na płótnie, na kubkach, na torbach.
Dzieła dawnych mistrzów – podróże w czasie
Nie ma co ukrywać – czasem inspiracja to nie tylko to, co wokół mnie, ale i ci, którzy tworzyli przed nami. Rembrandt? Światło w jego obrazach do dziś sprawia, że mam ciarki. Klimt? Te złote ornamenty potrafią wciągnąć jak wir wodny. Widzisz obraz, studiujesz szczegóły i nagle… bum! Twój własny pomysł zaczyna kiełkować.
Ostatnio malowałam portret kobiety na zamówienie i klientka chciała coś „z duszą, niebanalnego”. Popatrzyłam na swoje psy (które w tamtym momencie układały się w prawdziwie renesansowe pozy) i pomyślałam: „A gdyby tak dodać do portretu trochę klimatu Vermeera? Więcej światła, więcej miękkości w spojrzeniu?” I tak powstało coś zupełnie innego, niż początkowo planowałam.
Obserwacja ludzi – inspiracje z relacji
Właśnie tak – ludzie, których spotykam, też bywają inspiracją. Sąsiedzi, znajomi, osoby, które przychodzą do mojej pracowni. Czasem ktoś zamawia obraz i zaczyna opowiadać historię, a ja już widzę kolory, światło, emocje, które mogę przelać na płótno.
Pewnego razu przyszła do mnie starsza pani, która chciała portret swojego nieżyjącego już psa. Zaczęła o nim mówić z taką czułością, że wiedziałam – to nie może być tylko czysto realistyczny obraz. Musiałam oddać więź, jaką mieli. I tak powstał portret w ciepłych, przytulnych barwach, z delikatnym światłem, które miało oddać wspomnienie, a nie tylko wygląd zwierzęcia.
I na koniec – to, co w głowie
Niektóre inspiracje nie mają konkretnego źródła. Pojawiają się w głowie w środku nocy albo podczas mycia pędzli. Pomysły łączą się, mieszają, przenikają. Moje psy gonią się w ogrodzie, a ja już widzę w tym całą historię – dzikie konie na stepie, burzę piaskową, ruch i energię, które mogę przelać na płótno.
Bo inspiracja to właśnie to – chwytanie momentów i przekładanie ich na sztukę. I wiesz co? Nigdy się nie kończy. Tylko czasem trzeba trochę pobłądzić w lesie, żeby ją znaleźć. 😊
